„RÓWNO-WAGA HOUWALTOWIE” to opowieść o dwójce artystów, którzy całe życie szli obok siebie – w małżeństwie, biografii i sztuce – ale każdy własną, wyrazistą drogą. W tytule wystawy pobrzmiewa i „równość”, i „waga”: gest przywrócenia równowagi między dwiema, często niesymetrycznie pamiętanymi biografiami, a zarazem pytanie o to, jak mierzyć ciężar doświadczeń, obrazów, snów.
Ildefons Houwalt (1910-1987) – dziesiąty w prostej linii Gałęzi Medyńskiej rodu Houwaltów – przychodzi na świat w 1910 roku w Mikołajewsku nad Amurem. Syberyjskie dzieciństwo, młodość w Wilnie, studia artystyczne, wojna, front kawalerii, obóz jeniecki, ukrywanie się po 1945 roku, wreszcie stalinowskie aresztowanie i „czystki” lat 50. – ta gęsta, dramatyczna biografia znajdzie odbicie w jego sztuce. Wczesne studia pejzażowe i „sielanki” do ballad Mickiewicza dość szybko ustępują miejsca temu, co stanie się znakiem rozpoznawczym Houwalta: ostrej grotesce, bezlitosnej obserwacji „ludzkiej menażerii”, tłumów twarzy przechwyconych jak w krzywym zwierciadle historii.
Powojenne gwasze i akwarele, a później oleje, pokazują pochody, defilady, „życie w socrealizmie” – inteligentów, robotników, żołnierzy, donosicieli i ubeków, niosących czerwone sztandary i monstrualne portrety przywódców. Każda postać jest osobna, dopracowana cienkim piórkiem, jakby podpatrzona przelotnie przez uważnego prześmiewcę. Z traum wojny, choroby i śledztw wyrasta cykl obrazów o niesamowitej, podszytej snem tematyce: Pogrzeb jaja, Ogrody tortur, Księża z córeczkami, Tańczący ginekolog. To malarstwo, w którym koszmar miesza się z ironią, a śmiech nigdy nie bywa niewinny.
Od połowy lat 60. Ildefons zmienia warsztat – przechodzi na małe formaty temper, tworzone w złożonej technice (wosk, miód, piwo…), budowane etapami. U podstaw obrazu leży swobodna monotypia – plama, z której dopiero po czasie „wyłaniają się” fantastyczne światy: pejzaże górskie, podmorskie, pustynne, a w nich hybrydy ludzi, zwierząt, istot demonicznych. Dopiero na takim tle zaczyna się „prawdziwe wmalowywanie światów”, często trwające miesiącami, nawet latami. Houwalt jest artystą pierwszego zamiaru – uparcie wraca do pierwotnej wizji, nie pozwala się uwieść przypadkowemu efektowi. Poetyckie tytuły jego temper – Zieliszek, Błędny drogowskaz, Festyn manekinów, Zaklinanie Wszechnietoperza, Pływający szachiści – są jak krótkie wiersze, które otwierają kolejne furtki do snu, pamięci i lęku.
Równolegle dojrzewa sztuka Barbary Houwaltowej (1911-2005), z domu Szopówny – córki inżyniera Teofila Szopy, budowniczego wileńskich „Trzech Krzyży” i kościoła Serca Jezusowego według projektów Antoniego Wiwulskiego. Jej dzieciństwo i młodość to Wilno widziane z ogrodu przy ulicach Dobrej i Rzecznej, zapamiętane przez kwitnące bzy, wiśnie, jaśminy, ścieżki prowadzące ku Zakretowi. Ten organiczny, niemal fizyczny związek z pejzażem i światłem stanie się fundamentem jej malarstwa.
Studia na Wydziale Sztuk Pięknych Uniwersytetu im. Stefana Batorego w Wilnie prowadzą ją przez pracownie trzech wybitnych pejzażystów: Aleksandra Szturmana, Bronisława Jamontta i Michała Roubę. To oni uczą ją „emocjonalnego” kontaktu z przyrodą, czułości na kolor, światło, powietrze. Wczesne obrazy z Medyny – śniegi przedwiośnia, „Jabłonka przed burzą”, wnętrza dworu – są ekspresyjne, bliskie wizjom Ruszczyca. Po wojnie, po dramatycznym wysiedleniu z Wilna i repatriacyjnym wagonie, który ostatecznie zatrzymuje się w Poznaniu, Barbara dostraja swoją paletę do nowego pejzażu: Wielkopolski.
„Okres wielkopolski” to pejzaże i architektura w świetle: wiejskie chałupy, stodoły, drzewa na Malcie, miasteczka Zagłębia Konińsko-Tureckiego, uliczki Kłodzka czy Bystrzycy, później – z czułością rysowane zabytki Śremu. Malarstwo Barbary przechodzi od jasnej, nasyconej światłem gamy ku bardziej ekspresyjnym kontrastom światła i cienia, ale zawsze pozostaje zakorzenione w realnym doświadczeniu miejsca. To malarstwo chodzone, „z wózkiem malarskim” wciąganym w błoto łąk, pełne biegu za pejzażem, który trzeba zobaczyć na żywo. Obok pejzaży pojawiają się „portrety kwiatowe”, martwe natury z bukietów z poznańskiego rynku, jesienne astry, bzy, chryzantemy – świat rzeczy codziennych podniesionych do rangi cichego święta.
W jednym z katalogów rodzinnych wystaw z lat 70. spotykają się już oficjalnie ich światy: fantastyczne tempery Ildefonsa i pejzaże, martwe natury oraz miejskie widoki Barbary. Dzisiejsza ekspozycja świadomie powraca do tego gestu – pokazuje Houwaltów razem, ale nie „pod jednym mianownikiem”. RÓWNO-WAGA nie oznacza tu jednolitości, lecz dialog dwóch różnych strategii opowiadania o świecie: on – zanurzony w nocy, śnie, grotesce historii; ona – w świetle dnia, w rytmie pór roku, w pamięci ogrodów i miast.
Barbara Houwalt wespół z Ildefonsem Houwaltem; "Za miastem" (Poznań); lata 50-te XX w.; olej/dykta 30x40 cm